13-01-2010 – 18:05
Osobiście wróciłem do czytania „ Doktora Żywago” . Widziałem co prawda wersję zekranizowaną , lecz będąc świadomym często istniejącej różnicy pomiędzy książką a filmem postanowiłem tę książkę przeczytać. Należy przyznać, że przyjemnie mi się ją czyta. Szczerze mówiąc od dłuższego czasu nie byłem online . Byłem zbyt zajęty. Postanowiłem więc posiedzieć odrobinę przy laptopie. Pojawiając się na naszej klasie zaakceptowałem zaproszenia od Maćka, Marcina i Tomka . Na profilu jednego z nich widniały zdjęcia z przeszłości. Tej fotografii nie mogę sobie za nic przypomnieć . Widać na nim Marcina w czerwonych pasiastych spodniach z kapeluszem a’la Michael Jackson trzymającego plecak kostkę przed dzisiejszą żabką. Po wejściu na profil Macieja wziąłem się za czytanie opisu, żeby po chwili natrafić na link do jego photobloga . Read More »
13-01-2010 – 16:04
Po samochód zaparkowany nieopodal domu Marcina powróciłem dnia następnego . Ogólnie czułem się bardzo skacowany po wczorajszym sylwestrze . Wiedziałem, że będąc w takim stanie nie wiele tego dnia zdziałam. Oczywiście znając przepisy domowe na podobnego rodzaju schorzenia próbowałem zmniejszyć skutki. W związku z powyższym sięgnąłem po szklankę soku pomidorowego . Stare, niezawodne domowe przepisy zawsze działają. Troszkę się dzięki temu lepiej poczułem. Ziutce raczej nic specjalnie nie było. Jak tylko lepiej się poczułem odśnieżyłem troszkę podjazd. Nowy Rok spędziłem relaksując się . W końcu w poniedziałek normalnie trzeba wracać do pracy. Zacząłem zajmować swój dzień noworoczny lekturą „Doktora Żywago” pióra Borysa Pasternaka . Ziutka poprosiła mnie po czasie, abym skoczył do sklepu. Pomyślałem sobie, że spacer dobrze mi zrobi. Wziąłem listę zakupów i poszedłem w stronę sklepu. Na zewnątrz powietrze było wilgotne oraz świeże. Obraz białego Międzychodu jest świetny . Po wejściu do sklepu momentalnie mi okulary zaparowały. A to peszek. W pewnym sensie zmiana temperatury była zauważalna . Jakiś człowiek stojący przede mną w kolejce wyglądał bardzo niewyraźnie . W pewnej chwili stracił przytomność. Ekspedientka zadzwoniła po ambulans . Stojąc tuż przed nim zamortyzowałem upadek, dzięki czemu człowiek sobie głowy nie rozbił. Próbowaliśmy kolesia ocucić. Read More »
13-01-2010 – 14:45
Po upływie może 2 godzin od wpatrywania się w ekran telewizora odebrałem telefon od Marcina, który chciał wiedzieć, czy aby na pewno pojawimy się wieczorem u niego . Jak sam mówił, chciał się tylko upewnić, czy zbierze się cała stara ekipa, czy też nie. Z tego co się dowiedziałem u niego też nikogo jeszcze nie ma. Potwierdziłem naszą obecność, by odkładając słuchawkę zacząć się szykować. Ziutka zajmowała się tym już od bitej godziny. Nie czułem się jednak w nastroju do celebrowania nowego roku . Postanowiłem udać się na zewnątrz celem odpalenia fiata i zaparkowanie go w odpowiednie miejsce . Ziutce udało się niedługo skończyć szykować do wyjścia. Normalnie chyba u każdej kobiety malowanie się itd. to część prawdziwej ceremonii . Zakluczyliśmy dom, wgramoliliśmy się do auta i odjechaliśmy w stronę ul. 17 stycznia. Na miejscu okazało się, że nie byliśmy wcale sami. Byli tam już Tomek wraz ze swoją dziewczyną Patrycją oraz Maciuś. Nastrój zaczął się formować. Z głośników dało się słyszeć Illusion, Armię oraz T.S.A. To z kolei podobało mi się zdecydowanie . Marcin polał każdemu po kieliszku Jack’a Danielsa i od razu zrobił się wyśmienity klimat. Dodgers, – bo tak nazywaliśmy kiedyś Marcina wyciągnął z szuflady jakieś stare taśmy magnetofonowe. Ciekawość mnie zżerała co też na nich być może . Wsadził kasety do magnetofonu. Wszyscy zebrani usiłowali się skupić. Po chwili rozpoznaliśmy własne głosy w chwilach gdy posiadaliśmy po naście lat. Nuciliśmy sobie jakieś kawałki…bodajże Metallici , Kata oraz KSU. Było świetnie… Read More »
12-01-2010 – 17:55
Do sylwestra wszystko wracało do normy . Zrobiliśmy oczywiście porządek w całym domu. Wtorkowe południe spędziłem przy odśnieżaniu podjazdu. Zima tego roku jest bardzo sroga. Po przyjściu do domu dowiedziałem się o telefonie od znajomego, który chciał koniecznie się spotkać . Cóż….niech nie myśli, że będę oddzwaniał. Rachunki za telefon nie należą do symbolicznych . Coś tam w telewizji leciało, aczkolwiek nie było na tyle interesujące , abym to w ogóle zapamiętywał. Nagle odezwał się ponownie telefon i tym razem podniosłem słuchawkę. Okazało się, że był to mój dawny znajomy, któremu udało się de facto skleić całą paczkę ładne parę lat temu. Nieźle . Dzwonił oczywiście Marcin. Zapraszał nas na imprezę, która odbędzie się u niego w domu . Wszystko pięknie ładnie, ale skąd on miał mój numer telefoniczny, przecież ja mu nie podawałem. Moje pytanie zostało rozwiązane, gdy weszłam na swoje konto na naszej klasie. Mam podane podstawowe dane o sobie, w tym numer telefonu. Tak przy okazji pytał się czy wpadnę do knajpy „ Rumcajs”. Tak się składało, że miałem popołudnie jak najbardziej wolne . Poinformowałem swoją Ziutkę o tym. Nałożyłem na siebie kurtkę, wywlokłem na zewnątrz swojego wysłużonego Fiata 126p i odpaliłem. Udało mi się tego dokonać już za pierwszym razem, a to bardzo dobrze wróży . Na miejscu znalazłem się po krótkiej chwili. Dawno Marcina nie widziałem, toteż nie wiem jak ja go poznam . Po idealnym zaparkowaniu auta skierowałem swe kroki ku knajpce. Otwierając drzwi szklane stanąłem w progu rozglądając się po wnętrzu . Wtem ktoś mnie zawołał. Rzeczywiście. Człowiek ten miał dłuższe włosy i duże ciężkie buty. Można by pomyśleć, że to kozaki, albo kalosze, ale kolorowe sznurówki zbyt bardzo zdradzały jego przynależność do pewnej subkultury. Read More »